Czy serwis ma prawo zabronić przebywania właściciela ?
Witam, Moje pytanko takie jak w temacie, Czy serwis ASO ma prawo zabronić przebywania właściciela auta podczas płatnego przeglądu na gwarancji ( np po 15kkm ) ?
Tłumaczą się względami bezpieczeństwa ale według mnie to jest absurd że płacę za przegląd, oddaje auto i nie widzę co oni tam robią. Czy oni są na prawie ? Wydaje mi się że powinni zapewnić takie warunki że klient powinien widzieć co się dzieje z jego autem podczas naprawy.
Dokładnie jak bartek_lublin napisał... to Ty jesteś klientem, zmień serwis na taki, gdzie będziesz mógł uczestniczyć w przeglądzie, napić się dobrej kawy/herbaty, pogadać z mechanikiem, itd. itp.
A co do Tojego pytania... powinno to być określone gdzieś w ogólnie dostępnym dokumencie.
wiesz moze i maja takie przepisy. ALe po pierwsze jeśli tak jest niech ci pokarzą przepis który tak stanowi. A po drugie i to chyba wazniejsze niz pierwsze NATYCHMIAST zmien serwis !! Jesli ktoś robi takie chocki klocki to lepiej nie oddawac mu swojego auta i swoich pieniedzy.
Wedle przepisów kodeksu pracy powinieneś przejść szkolenie BHP. Przebywasz w miejscu gdzie pracują urządzenia mogące stanowić zagrożenie dla życia. Więc pod tym względem mają rację.
Wedle przepisów kodeksu pracy powinieneś przejść szkolenie BHP. Przebywasz w miejscu gdzie pracują urządzenia mogące stanowić zagrożenie dla życia. Więc pod tym względem mają rację.
..mają rację i nie ma co gadać. Wpuszczanie klientów na halę obsługi to nie tylko dobra wola ale i ryzyko warsztatu. Dobrze zorganizowany warsztat zazwyczaj ma takie miejsce gdzie klient widzi co się dzieje z autem a nie musi stać za mechanikiem, któremu ta obecność zapewne nie pomaga w pracy. Pewnie że każdy chce wiedzieć czy np. dostarczony przez niego olej zostanie wlany do silnika a nie podmieniony na tani zamiennik a usługi wykonane zgodnie ze specyfikacją i warto w tej sytuacji wybierać warsztat gdzie taka możliwość istnieje i nie jest niebezpieczna dla klienta i stresująca dla mechanika.
ja mam zajeb**** servis. mechanik zawsze mi tłumaczy co i jak pokazuje co jest do wymiany i pyta się- Panie Marku wymieniamy?
nigdy nie było probklemów z wejściem pod samochód na podnośniku itd. stare częći zawsze mi pokazywano na dowód że je wymieniono...
Pomijając fakt, że sam chciałbym uczestniczyć w naprawie, by nie słyszeć już w poczekalni przy "tarasie widokowym" dowcipów w stylu:
"Kazik, chcesz prawie nowy wahacz? Leszczu przyjechał to podmienimy z Twojego i nawet nie zauważy, bo siedzi tam na kanapie z kawką", to jednak serwisy mają rację, powołując się na przepisy BHP i ewentualny zarzut prokuratorski dla kierownika/specjalisty ds. BHP, gdyby po przekroczeniu progu strefy serwisowej coś stało się osobom postronnym. Zresztą nie tylko w ASO, nawet przy zmianie kół często jesteśmy "zapraszani" do biura.
Tak, stety albo niestety. Zauważcie, że jeżeli jesteśmy zapraszani do auta, to zazwyczaj jest taka konieczność i pracownicy w tej chwili nie robią nic, co mogłoby zagrażać bezpieczeństwu osób postronnych (przynajmniej tak powinno być). Dopiero później, jak na przykład obejrzymy podwozie, zobaczymy uszczelkę, która leje i zgodzimy się na jej wymianę zabierają się do pracy, ale dopiero po naszym wyjściu. Jestem na bieżąco - I sem. podyplomówki BHP i tak właśnie powinno być w serwisach, wedle przepisów oczywiście.
Dokładanie tak - jeśli coś się stanie, to przychodzi prokurator i guzik go obchodzi, ze ktoś miał "dobrą wolę".
Prokurator ma wskazać winnego i na pewno nie będzie nim "upierdliwy" klient, tylko osoba odpowiedzialna w tym momencie za pracę zakładu.
A co w przypadku kiedy przychodzę z papierem na którym jest podpisane moje oświadczenie, że:
- znam przepisy BHP;
- wchodzę na halę na własną i niczym nie przymuszoną odpowiedzialność;
- nie będę rościł żadnych rekompensat z tytułu uszczerbku na zdrowiu w przypadku wypadku;
itd itp
Szczerze mówiąc tłumaczenie się ASO względami bezpieczenstwa lub BHP jest głupie, choć nieątpliwie prawdziwe, bo przepisy faktycznie tak stanowią. Tyle, że przepisy stanowią o kilkunastu jeszcze innych rzeczach których przewaznie ASO nie przestrzegają (np. oświatlenie na stanowisku pracy, lub dobowy czas parcy przed monitorem komputerowym). Nie znam przypadku gdy klinetowi stała się krzywda podczas przebywania na hali serwisu ( tym niemniej taki przypadek zawsze moze mieć miejsce i tego nie neguję).
Wiadome jest powszechnie jakie wały ASO (dotyczy to wszystkich marek) robią (a to też jest sprawa dla organów scigania) i niestety ale zabranianie w obecnej sytuacji patrzenia mechnikom na ręce podczas dokonywania przeglądu jest podpisaniem przez dane ASO na siebie wyroku. Puki ASO i Importerzy nie zaczną PRAWDZIWEJ walki z czarnymi owcami w swoich szergach, puty powoływanie sie na przepisy BHP które uniemożliwiaja przebywanie osobom postronnym na terenie serwisu do klienta nie przemówią. Klient po prostu pojedzie do innego ASO gdize nie będą mu robili takich problemów i gdzie bedzie miał pewnośc że to za co faktycznie zapłacił jest wymienione/sprawdzone/naprawione.
Musimy sobie zdać sprawę, ze "wchodzenie na halę", to jednak patologia.
Owszem wynika ona z naszego braku zaufania do ASO, bo wszyscy wiemy, ze różne numery są walone, ale niestety... patrzeniem na ręce tego nie zmienimy.
Dla mnie osobiście wchodzenie na halę jest trochę upokarzające... To tak jakbym sam przed sobą przyznawał się do tego, ze jadę "do złodzieja", zeby ten zrobil mi przegląd i jak go przypilnuję to będzie lepiej... To jest jednak chore IMO, ale nie dziwię sie, ze ludzie tak robią czy wręcz tego wymagają.
Jednak wyjscie IMO jest tylko jedno - po prostu nie jeździ się do tego złodzieja.
Z tego wlasnie powodu w zasadzie olałem iluzoryczną gwarancję, którą daje SAP i w drugim roku eksploatacji zacząłem serwisować auto u DobregoGrzesiaWawa.
Komentarz